Losowy tekscik:



- Nie chcę z tobą rozmawiać. Mam ochotę pokoncentrować się na swoim ego.
Wybiegła z domu. Nie wiedziała, dokąd idzie. Oprzytomniała przed domem Marka. Podniosła głowę, policzyła piętra i zlokalizowała jego pokój. Światło się paliło. Co robił, o czym myślał? Była tam, to wydawało się tak niedawno, trzymał ją w ramionach, dotykał jej, dopowadzając krew do wrzenia. Kochał ją, ona go kochała, byli jednością. Pójdzie do niego, powie mu, że wszystko inne jest nieważne, liczy się tylko miłość. Jeśli jego rodzice ją wyrzucą, on pójdzie z nią gdzieś, gdziekolwiek i będą tylko oni. Nie ma klatki, nie ma przesądów, jest tylko Marek i błękit jego oczu. „Nie ma nieba ni ziemi, otchłani i piekła. Jest tylko Beatrycze” – dlaczego dźwięczał jej w mózgu dawno nieodświeżany wiersz? Zaczęła wchodzić po schodach i zobaczyła zalaną łzami twarz Joasi.
„Nie spotkasz się z nim już nigdy, prawda?”
Nigdy. Nigdy, nigdy, nigdy. „I właśnie jej nie ma” – ostatniego zdania też nie zapomniała.
Znowu biegła. Musiała być w domu, musiała zobaczyć dzieci. Piotr stał w przedpokoju, kiedy otwierała drzwi.
- Marto, czy nie rozumiesz, że wciąż zachowujesz się jak nastolatka, koncentrująca się na własnym ego? Spróbuj wzbić się ponad to. Nie rozwalaj do końca naszej rodziny i małżeństwa.
Naprawdę uważał, że interesowało ją, z kim i ile razy spał. Jak mało ją rozumiał, jak niewiele wiedział o jej potrzebach. Zawsze tak było, zawsze, zawsze! Do jasnej cholery, wcale nie interesował się jej pragnieniami, nie obchodziło go, co ona czuje, zbudował sobie w głowie jakiś abstrakcyjny obraz małżeństwa i rodziny i wszystko do tego dostosowywał. Jakiś głos wewnątrz krzyczał, że to nieprawda, ale uciszyła go i poddała się fali wściekłości.
- Nie chcę z tobą rozmawiać. Mam ochotę pozjeżdżać. – Krzyś nie ustępował.
- Idź sam, kochanie. Mój nowy kostium zaczyna się przecierać. Nie chcesz chyba mamy z dziurą na tyłku. – Marta uśmiechnęła się, określając to w ten sposób i rozluźniła się, opuszczając budynek kuratorium.
Zofia Matejczyk szła na umówione spotkanie z dyrektorką. Poprosiła, żeby mogła przy okazji przesłuchać chłopca i matematyka skłaającego doniesienie. Z matką spotykała się następnego dnia. W momencie, kiedy przekroczyła próg szkoły, uderzyła ją rozmowa jakiegoś nauczyciela z uczennicą. Dziewczyna zwracała się do męża.